Powstańcze relacje świadków

DYWERSYJNE DZIAŁANIA NIEMIECKIE W CZASIE POWSTANIA WARSZAWSKIEGO





Aleksander Kowalewski,
syn Pawła i Agaty; ur. 17.08.1920 r w Wilnie; zm. 20.05.1997 w Warszawie
ps "Longinus" pułk Baszta kompania łączności K4



         W książce Kazimierza Malinowskiego pt. "Żołnierze łączności w walczącej Warszawie", autor przytacza wypowiedź gen. von dem Bacha, który w czasie rozmowy z płk. dypl. Hellerem (Kazimierz Iranek Osmecki) podczas rokowań kapitulacyjnych w Ożarowie, von dem Bach oświadczył, że Niemcy przerzucali do miasta kanałami konfidentów, przeważnie Volksdeutschów lub Ukraińców, którzy po zebraniu informacji wracali mieszani z ludnością cywilną uchodzącą z oblężonego miasta. Na potwierdzenie niemieckich działań dywersyjnych na terenach zajętych przez oddziały powstańcze przytoczę następujący fakt.
         Od 1 września 1944 r. nasiliły się walki w rejonach ul. Czerniakowskiej i Chocimskiej. Niemcy po zajęciu Sadyby zaczęli nas atakować z dwóch stron, od Czerniakowa i od strony ul. Podchorążych, starając się zepchnąć w kierunku ul. Belwederskiej w celu opanowania Dolnego Mokotowa. Nasza linia telefoniczna przebiegała od dowództwa - odcinka mieszczącego się przy ul. Stępińskiej 4, biegła wzdłuż ul. Chełmskiej i przecinając ul. Belwederską łączyła je z 10-cio numerową centralką przy ul. Piaseczyńskiej. Najwięcej uszkodzeń linii następowało przy ul. Belwederskiej. w tym miejscu kabel przebiegał wzdłuż niskiej barykady osłaniającej niezbyt dokładnie ruch osób przebiegających ul. Belwederską.
         Niemcy byli dobrze wstrzelani w to miejsce ze swoich stanowisk przy ul. Willowej i Słonecznej. Nawet nie widząc żadnych ruchów profilaktycznych ostrzeliwali tę barykadę. Rykoszety pocisków lub odłamki płyt chodnikowych leżących na szczycie barykady przecinały nam kabel linii raz po raz. Postanowiliśmy zaradzić temu i zwiększyć niezawodność linii. Należało zdublować a nawet potroić liczbę żył na tym odcinku, tak aby w przypadku przecięcia jednej żyły lub nawet dwóch łączność była utrzymana. Jednakże dla tych celów potrzebny był dodatkowy kabel. Dotychczas istniejący był poprzecinany w wielu miejscach, przy tym złącza wykonywane w takich warunkach przy braku odpowiedniej izolacji były niedoskonałe. W godzinach wieczornych przy zwiększonej wilgotności powietrza następowały uziemienia linii co pogarszało słyszalność, a nawet przerywało łączność.
         Meldowałem o tym dowódcy plutonu por. "Kępie" prosząc o kabel. Zawiadomił mnie, że wszystkie zapasy zostały wyczerpane, może mi dać jedynie trochę kabla do instalacji oświetleniowej w oplocie bawełnianej. Zwrócił uwagę, że powinniśmy sami szukać tego typu kabla na własnym terenie.
         Idąc do dowództwa ulicą Dolną obserwowałem z zazdrością linię łączącą centralkę przy ul. Piaseczyńskiej z centralą na ul. Malczewskiego, zbudowaną zdobycznym kablem niemieckim w pięknej niebieskiej izolacji. Każdy dostrzeżony kawałek drutu lub kabla budził moje zainteresowanie.
         Dochodząc do ul. Puławskiej zauważyłem zwisający z gałęzi akacji, rosnącej na skarpie przy ul. Dolnej, nie izolowany drut telefoniczny sieci napowietrznej. Niestety, drut ten nie nadawał się do naszych celów. Miałem iść dalej, ale zauważyłem, że drugi jego koniec sięgał dachu werandy budynku Higieny stojącego nad wykopem ul. Dolnej i znikał pod klapą dachu werandy. To wzbudziło mój niepokój, czy nie mam do czynienia z przypadkiem podsłuchu naszej linii. Z układu drutu, który w pierwszej chwili mógł być uważany za zerwaną sieć telefoniczną, co było wówczas zjawiskiem powszechnym nie budzącym większego zainteresowania, z ukrycia go częściowo w liściach korony drzewa i wreszcie umieszczenia drugiego końca drutu pod klapą dachu, co było widoczne jedynie z pewnych pozycji wynikało, że mam do czynienia z niejasną sprawą.
         Podekscytowany poszedłem na górę, aby od strony ul. Puławskiej wejść do budynku Higieny. Był to dom jedno, lub dwupiętrowy (tego dokładnie nie pamiętam). Po wejściu do środka skierowałem się na pierwsze piętro, aby następnie korytarzem dojść do południowej ściany od strony ul. Dolnej. Z okna zobaczyłem dach werandy. Był on trzyspadowy, wykonany z blachy. W południowej połaci widniała klapa, pod którą znikał drugi koniec drutu. Zastanawiałem się, co mam zrobić. Czy mam otworzyć okno i zajrzeć do włazu? Czy zorganizować obławę kierowaną przez fachowców w tej dziedzinie? Postępując pochopnie mogę jedynie przepłoszyć osoby zainteresowane, nie odnajdując sprawcy. Niepostrzeżenie opuściłem budynek i pobiegłem do siedziby II oddziału i złożyłem meldunek.
         Natychmiast zorganizowano patrol, z którym udaliśmy się do gmachu Higieny. Budynek został obstawiony, a ja z trzema członkami patrolu weszliśmy do środka. Odnaleźliśmy woźnego i wraz z nim udaliśmy się do okna, z którego można było wejść na dach werandy. Przede wszystkim należało zbadać czy nie ma tam nikogo ukrytego. Wszedłem na dach i uniosłem klapę, starałem się zajrzeć do środka. W części oświetlonej zauważyłem leżące tam siano. Świadczyło to o tym, że ktoś urządził sobie wygodne legowisko. Nie słysząc żadnych odgłosów wewnątrz poddasza postanowiłem wejść do środka. Powoli wsuwałem się do otworu przytrzymując się rękami jego brzegów. Nie widząc wnętrza, nogami badałem, czy nie napotkam na jakąś przeszkodę. Nic takiego się nie stało. Będąc już w środku mogłem jedynie w pozycji leżącej obejrzeć wnętrze poddasza. Niestety nic poza sianem i końcem drutu tam nie znalazłem. Poddasze wówczas było puste. Ktoś, kto urządził tu sobie legowisko i podsłuch naszych linii był w tej chwili gdzie indziej. Kto poza tym był wtajemniczony w tę sprawę pozostawało do wyjaśnienia. Tym mieli się zająć funkcjonariusze II Oddziału, przejęli sprawę żeby doprowadzić ją do końca. ja musiałem wracać do swoich obowiązków.
         Po trzech lub czterech dniach doręczono mi pismo w komendzie kompanii, w którym otrzymałem podziękowanie od Dowództwa Oddziału II, za okazaną czujność i pomoc w likwidowaniu aktu dywersji, niestety dokument świadczący o tym został mi zabrany podczas rewizji osobistej po wyjściu z kanałów przy ul. Dworkowej.

Aleksander Jacek Kowalewski


     

Aleksander Jacek Kowalewski ps. "Longinus"
pułk Baszta kompania łączności K4
(ur. Wilno 1920 r. - zm. Warszawa 1997 r.)


Copyright © 2004 Maciej Janaszek-Seydlitz. Wszelkie prawa zastrzeżone.