Powstańcze relacje świadków

Wspomnienia Zbigniewa Dębskiego z batalionu "Kiliński"


Powstanie








Zbigniew Dębski
ur. 29.11.1922 r. w Łasinie
ppor. Armii Krajowej ps. "Zbych-Prawdzic"
dowódca 7 drużyny 3 kompanii "Szare Szeregi-Junior"
batalion AK "Kiliński"
nr jen. 298383




         Pierwsza koncentracja batalionu miała miejsce 28 lipca 1944 r., w piątek. Wszyscy byli pełni zapału, oczekiwali na moment kiedy będą mogli rozpocząć walkę. Po wielu godzinach oczekiwania, tego samego dnia wieczorem, nastąpiło odwołanie alarmu i musieliśmy rozejść się do domu. Było to poważny błąd z punktu widzenia konspiracji. Wszyscy obserwowali tłumy młodych ludzi chodzących z małymi paczuszkami. Wróg dostał informację, odpadł element zaskoczenia. Nasza 3 kompania batalionu "Kiliński" o nazwie Szare Szeregi-Junior koncentrowała się w budynku na ul. Górskiego 3 (szkoła chemiczna). Ja byłem dowódcą 7 drużyny 3 kompanii.
         W czasie pierwszej koncentracji zdarzył się nieprzyjemny incydent. Jeden z kolegów, dowódca plutonu, demonstrował obecnym w pomieszczeniu broń. Nieszczęśliwie padł strzał. Kula raniła jedną z koleżanek. Na szczęście rana była niegroźna, pocisk przebił udo nie naruszając kości ani żadnej arterii. Była to pierwsza ofiara nie rozpoczętego jeszcze powstania.
         1 sierpnia od godzin południowych zaczęliśmy ponownie się zbierać. Naszym zadaniem było zaatakowanie szkoły Górskiego, która mieściła się na ulicy o tej samej nazwie pod numerem 2. Szkoła była obsadzona przez Kałmuków. Oczywiście po akcji sprzed kilku dni byli oni przygotowani na to co miało wkrótce nastąpić.
         Uzbrojenie 3 kompanii było raczej mizerne. Posiadaliśmy 1 pistolet maszynowy, 1 karabin, 10 pistoletów i butelki zapalające. Pistolety były przeważnie małe, 7 mm, były tylko 3 parabelki. Ja należałem do szczęśliwców, którzy posiadali pistolet.
         Nasza akcja zaczęła się punktualnie o godzinie W (17.00), aczkolwiek już wcześniej na placu Napoleona (dziś plac Powstańców Warszawy) słychać było kilka strzałów. Skoczyliśmy do przodu, oddaliśmy kilka strzałów i zostaliśmy ostrzelani przez nieprzyjaciela. Jak już wcześniej wspomniałem, wartownicy byli przygotowani. Niestety pierwszy atak nie powiódł się. Jeden z kolegów został ranny. Dopiero 2 sierpnia rano dostaliśmy posiłki i atak się powiódł. Zdobyliśmy trochę broni a budynek szkoły, przygotowany odpowiednio przez różne służby, stał się od tej chwili kwaterą naszej kompanii. Przebywaliśmy w nim do 6 września.

    

Kwatera 3 kompanii na ul. Górskiego 2

         Poza Śródmieściem część oddziałów batalionu "Kiliński" walczyła w innych dzielnicach Warszawy. Jedna kompania walczyła na Woli, inna na Starym Mieście. Były to oddziały niejako oddelegowane.
         2 sierpnia brałem udział z innymi kolegami w ataku na pocztę, którą atakowaliśmy od strony Wareckiej.

    

Poczta Główna                            Biało-czerwona flaga nad zdobytą pocztą

         Potem zostaliśmy skierowani na różne placówki. Między innymi byłem na placówce w Alejach Jerozolimskich nad sklepem Braci Borkowskich (sprzęt elektryczny). W tym czasie Niemcy wycofywali się przez most Poniatowskiego zza Wisły, cofając się przed nacierającymi oddziałami Armii Czerwonej. Byłem z kolegą na 6 piętrze budynku i ostrzeliwaliśmy cofające się oddziały. Trzeba było przy tym uważać na ostrzał z położonego naprzeciwko budynku BGK, który był zajęty przez Niemców.



Budynek BGK

         Od BGK w kierunku Brackiej był kiedyś murek i ogródek, gdzie kryli się Niemcy. Ja miałem dość duże doświadczenie jeśli chodzi o strzelanie. Jak wspomniałem wcześniej, w rodzinie były z dziada pradziada tradycje myśliwskie. Mimo młodego wieku, przed wojną brałem udział w wielu zawodach strzeleckich, z dobrymi wynikami.

    

Pierwszy żołnierski żołd

         Potem rozpoczęły się ataki na PAST-ę przy ul. Zielnej. W tamtym czasie w Warszawie były dwa wieżowce, najwyższe w mieście. Jednym z nich był Prudential (dziś hotel Warszawa) a drugim PAST-a. Ośmiokondygnacyjny budynek PAST-y o mocnej żelbetowej konstrukcji miał strategiczne znaczenie dla Niemców. Mieściła się tam centrala telefoniczna wybudowana jeszcze w okresie międzywojennym. Zabezpieczała ona przed wojną łączność zarówno krajową jak i międzynarodową. Obecnie przy pomocy tej centrali Niemcy mieli łączność zarówno na terenie Polski jak i z terenami wschodnimi i Berlinem. Z tego powodu budynek był silnie obsadzony i przygotowany do obrony. Stacjonowało w nim ponad 100 żołnierzy w tym żołnierze SS. Wejścia do budynku broniły bunkry a stanowiska ogniowe usytuowane były również na wyższych piętrach budynku.
         Dla nas budynek stanowił duże zagrożenie i niebezpieczeństwo. Znajdując się w środku terenu przez nas zajętego utrudniał poruszanie się po terenie żołnierzom i ludności cywilnej. Był to najważniejszy punkt oporu Niemców w Śródmieściu. Niemieccy strzelcy wyborowi strzelali z wyższych pięter budynku do wszystkiego co się rusza, nie rozróżniając żołnierzy od kobiet, starców i dzieci. Budynek należało zdobyć za wszelką cenę.



Ostrzał ul. Wielkiej z PAST-y

         PAST-a była położona w środku działania batalionu "Kiliński", którego dowódcą był rtm Henryk Leliwa Roycewicz. Próby zdobycia budynku były podejmowane od początku powstania. Ze względu na silny ostrzał otoczenia budynku i trudności w dotarciu do niego ataki zawsze były przeprowadzane w nocy. Pierwszy zorganizowany atak przeprowadzono z 3 na 4 sierpnia. Uszkodzono wtedy jeden bunkier i rozbito bramę wejściową. Powstańcy atakujący budynek wdarli się ośrodka. Niemcy uciekli na wyższe piętra i stamtąd rzucali granaty uniemożliwiając atakującym posuwanie się do przodu. Równocześnie obrońcy rzucali granaty przez okna z wyższych pięter odcinając następne grupy szturmowe. Po kilku godzinach ciężkiej walki powstańcze drużyny szturmowe zostały wyparte z budynku ponosząc poważne straty. Podejmowano jeszcze kilka prób zajęcia budynku ale bez powodzenia.
         Ja brałem udział trzykrotnie w atakach na PAST-ę. Dwukrotnie była to tzw. osłona ogniowa. Strzelcy powstańczy byli ulokowani w budynkach stojących w sąsiedztwie PAST-y. Ja z kolegą miałem stanowisko w budynku stojącym naprzeciwko niższej części PAST-y. W szczytowej ścianie budynku był wybity otwór, przez który strzelaliśmy w kierunku PAST-y. Była noc i widoczność nie była zbyt dobra. Trochę oświetlenia dawały błyski wybuchających granatów. Obserwowaliśmy też błyski z luf strzelających z okien PAST-y Niemców i tam kierowaliśmy nasz ogień. Nie wiem na ile to było skuteczne ale oni też nas wykryli i nawet otworzyli do nas celny ogień. Na szczęście poleciały na nas tylko odpryski muru.



Stanowisko ogniowe do ostrzału PAST-y

         Dowództwo postanowiło zmienić taktykę walki przy kolejnym szturmie. Odcięto Niemcom dopływ wody i połączenia telefoniczne w studzience przy ul. Królewskiej. Odcięto też energię elektryczną. Pierwotnie nie chciano wzniecać pożaru budynku ze względu na zainstalowane w nim cenne urządzenia łączności, jednak w zaistniałej sytuacji stało się to niezbędne. W zdobytej Poczcie Głównej na placu Napoleona były duże zapasy ropy i benzyny. Przez dłuższy czas przenoszono to paliwo na ul. Zielną pod parzystym numerem. Do transportu używano czego się da: wiaderek, misek itp. W ten sposób zgromadzono około 3 ton mieszanki zapalającej. Następnie przyprowadzono motopompę strażacką.
         Ostateczny szturm zaplanowano na noc z 19 na 20 sierpnia 1944 r. Do północy wszystkie biorące udział w ataku oddziały zajęły stanowiska. Oprócz żołnierzy batalionu "Kiliński" w ataku brali również udział powstańcy z innych zgrupowań (np. "Chrobry II"). 20 sierpnia o godz. 2.30 nastąpił wybuch mający na celu zrobienie wyłomu w bocznej ścianie PAST-y i będący sygnałem do rozpoczęcia walki. Równocześnie motopompa zaczęła wlewać mieszankę zapalającą na pierwsze piętro PAST-y.



Motopompa wlewa mieszankę zapalającą do budynku PAST-y

         Po wlaniu kilkuset litrów wystrzelono pocisk z Piata i rzucono butelki zapalające. Niestety, znajdujący się w pobliżu Niemcy zgasili ogień w zarodku.
         Oddziały szturmowe, które wdarły się do środka przez otwór od strony ul. Bagno zostały wyparte ale podpaliły oficynę. Drugi oddział saperski wspierany ogniem strzeleckim wykonał wyłom w głównej ścianie budynku. Brawurowym atakiem oddziały szturmowe sforsowały otwór i wdarły się do środka. W zaciętej walce zdobywano poszczególne pomieszczenia na parterze. Walka nie przynosiła na razie rozstrzygnięcia. W międzyczasie wpompowano drugą porcję mieszanki zapalającej i po wystrzeleniu kolejnego pocisku z Piata udało się wywołać pożar całego piętra.



Walka o PAST-ę

         W międzyczasie saperzy wykonali nowy wyłom od strony ul. Próżnej i kolejna grupa szturmowa wdarła się do budynku. Równocześnie udało się podpalić z pomocą motopompy drugie piętro PAST-y. Nieprzyjaciel cofnął się na wyższe piętra, broniąc się zaciekle. Gdy wbiegłem do płonącego budynku było ciemno od dymu. Panował straszliwy upał, a strzelanina odbywała się często "na oślep". Walka trwała kilka godzin. W pewnym momencie kilku Niemców chciało opuścić budynek i uciec Zielną w stronę Ogrodu Saskiego ale zostali zlikwidowani po kilkunastu metrach biegu. Inna grupa próbowała wydostać się przez wyłom w kierunku ul. Bagno ale też została zlikwidowana.
         Tymczasem na zewnątrz zrobiło się już widno. Niemcy wywiesili na szczycie PAST-y żółtą flagę, wzywając do pomocy oddziały stacjonujące w Ogrodzie Saskim. Te już wcześniej próbowały dotrzeć do PAST-y przy pomocy czołgów lub samochodów pancernych w celu dowiezienia obrońcom broni, amunicji i żywności ale nie przedarli się przez powstańcze linie obronne atakowani granatami, butelkami zapalającymi i sporadycznie Piatem. Teraz budynek płonął, unosiły się nad nim kłęby dymu. Pojawił się nad nim niemiecki samolot, okrążył kilkakrotnie gmach i odleciał. Niemcy nie doczekali się pomocy, obrona zaczęła słabnąć.



PAST-a prawie zdobyta

         Trwała walka o każde piętro, każdy korytarz i pomieszczenie. Panował niesamowity żar, dym gryzł w oczy, nic nie było widać. Niemcy przesuwali się w górę. My z wielkim trudem posuwaliśmy się za nimi. Rzucali na nas z góry granaty i ostrzeliwali ogniem broni maszynowej. Zdobyliśmy kolejno 2 i 3 piętro. W oknach zdobytych pomieszczeń pojawiły się biało-czerwone flagi. Gdy grupa idąca w szpicy dotarła na górną kondygnację, nie znalazła tam wroga. Jak się później okazało, Niemcy zbiegli do piwnic zapasową, skrajną, krętą żelazną klatką schodową.
         Zaczęliśmy przeszukiwać piwnice poszukując pozostałych Niemców. Przy końcu długiego korytarza, w dużej kotłowni znaleźliśmy kilkunastu uzbrojonych Niemców. Na okrzyk: "Hände hoch" po chwili wahania podnieśli ręce, zostali rozbrojeni i wyprowadzeni.
         Oprócz Niemców w budynku PAST-y znaleźliśmy na dole 10 Polaków: 6 kobiet i 4 mężczyzn. Należeli oni do obsługi wykonującej różne prace pomocnicze, a w czasie akcji byli traktowani przez Niemców jako zakładnicy.
         Po zdobyciu gmachu i kapitulacji wroga przypadł mi w udziale zaszczyt wywieszenia na szczycie budynku biało-czerwonej flagi. Flagę pospiesznie przygotowały sanitariuszki: "Hajduczek", "Ela" i "Janka". Zabrałem ją i w asyście dwóch żołnierzy z mojej drużyny: Strz. Tadeusza Karczewskiego ps. "Or" i strz. Stanisława Zielaskowskiego ps. "Wiąz". Stanowili oni dodatkowo moją osłonę w wypadku napotkania ukrywającego się jeszcze wroga. Dołączyła do nas reporterka z BIP, która miała ze sobą aparat fotograficzny.
         Szybko pobiegliśmy w górę aby uwieńczyć zatknięciem flagi nasz sukces. Droga na szczyt była bardzo ciężka. Na naszej drodze stały dogasające urządzenia telefoniczne, szczególnie w części technologicznej. Były one zainstalowane w wysokich, prawie 4 metrowej wysokości pomieszczeniach. Żar był tak wielki, że przebiegając koło tych urządzeń zostaliśmy poparzeni przez kapiącą z nich cynę.
         Dotarliśmy na szczyt rozżarzonego budynku. Dach był płaski. W środkowej jego części były przewody wentylacyjne i przewód kominowy od znajdującej się w podziemiach kotłowni. Taras dachu okalał niski murek. Z pewnymi trudnościami udało się nam zamocować do urządzeń wentylacyjnych flagę w pozycji pionowej. Wyglądała okazale, tym bardziej, że rozwinął ją lekki wietrzyk. Gdy na dole zauważoną flagę wybuchł szalony entuzjazm. Słychać było okrzyki radości, że wreszcie przestał istnieć cierń w naszych pozycjach.



Biało-czerwona flaga nad PAST-ą

         Mniejszy entuzjazm wywołała biało-czerwona flaga w Ogrodzie Saskim. Gdy podeszliśmy do okalającego murku aby rzucić okiem jak stąd wygląda okolica usłyszeliśmy gwiżdżące koło nas kule. Z pozycji niemieckich skierowano na nas gwałtowny skoncentrowany ogień broni maszynowej, na szczęście niecelny. Chyłkiem wycofaliśmy się do włazu. Zanim zaczęliśmy schodzić na dół zauważyliśmy, że w przed chwilą wywieszonej fladze już pojawiły się przestrzeliny po pociskach.
         W czasie walk o PAST-ę wzięto ogółem do niewoli 115 Niemców - żołnierzy Wehrmachtu i SS-manów.

    

Niemieccy jeńcy wyprowadzani z PAST-y

         Straty niemieckie wyniosły 28-30 ludzi. Zdobyto wiele broni i amunicji. Straty własne w czasie zdobywania PAST-y wyniosły 25 żołnierzy z batalionu "Kiliński" i 10 żołnierzy z innych oddziałów. Jeńcy niemieccy zostali odprowadzeni na ulicę Jasną, gdzie poddano ich przesłuchaniu. Nie znam ich dalszych losów.



Jeńcy niemieccy na ul. Jasnej

         Zdobycie PAST-y było jednym z największych sukcesów powstania. Zdobyto jeden z najtrudniejszych obiektów, zdobyto najwięcej jeńców i broni.
         Potem brałem udział w zdobyciu "Cristalu", lokalu na rogu Alej Jerozolimskich, który też stanowił "cierń" na naszym terenie. Było to 22 sierpnia 1944 r.
         Potem, w nocy zostałem wysłany przez dowódcę batalionu na rozpoznanie sytuacji na Nowym Świecie w pobliżu Alej Jerozolimskich. Dowódcą patrolu był podchorąży "Boleszczyc". Był z nami jeszcze "Zawisza" z mojej drużyny. Po rozpoznaniu "Boleszczyc" poszedł z meldunkiem, a nas zostawił w celu dalszej obserwacji. Mieliśmy czekać do jego powrotu. Czekaliśmy bardzo długo, wreszcie podjąłem decyzję, że wracamy. Okazało się, że "Boleszczyc" nie doszedł. Zginął od pocisku moździerzowego na pl. Napoleona. W tej sytuacji sam zdałem relację dowódcy batalionu.
         Nasze rozpoznanie, jak się później okazało, było przygotowaniem do ataku na "Cafe Club" położony na rogu Alej Jerozolimskich i Nowego Światu. Był to niemiecki punkt oporu usytuowany naprzeciwko BGK, w którym też byli Niemcy. Atak został przeprowadzony przez naszą kompanię 25 sierpnia. Atak zaczął się o świcie. Jedna grupa wysadziła wejście do piwnic, a druga, w której byłem ja, zaatakowała od Nowego Światu od strony bramy wejściowej. Niemcy byli kompletnie zaskoczeni, byli w bieliźnie. Wzięliśmy łącznie kilkunastu jeńców, trzech w piwnicy, około 10 na górze. Część załogi udało się uciec do BGK. W ten sposób cały Nowy Świat był w naszych rękach. Ostrzał groził jedynie z BGK.
         6 września została zbombardowana kwatera naszej kompanii na ul. Górskiego. Ja przypadkiem wyskoczyłem z kwatery tuż przed samym bombardowaniem, bo mieliśmy obsadzić placówkę Nowy Świat 21. W tym czasie spadły bomby. Zostałem trochę przysypany ale wydostałem się o własnych siłach i uczestniczyłem w akcji ratowniczej. Niestety kilka koleżanek i kolegów odpoczywających po akcji zginęło na kwaterze. Użyto tam bomb bardzo dużego kalibru, Lej po bombie był przez całą ulicę, od brzegu do brzegu. Gdyby bomby były mniejsze koledzy pewnie by ocaleli. Byli rozlokowani w piwnicach, każda drużyna miała własne pomieszczenie. A tak szkoła Górskiego została zniszczona do piwnic. Próbowaliśmy ratować kolegów. Nawet udało się wyciągnąć jednego z gruzów ale nadleciała nowa fala samolotów i dokończyła dzieła zniszczenia.



Przepustka sanitariuszki upoważniająca do poruszania się w rejonie działania "Kilińskiego"

         Następnym tragicznym dla mnie epizodem była obrona Nowego Światu 21. Po zdobyciu Powiśla Niemcy zaczęli coraz bardziej zbliżać się do Nowego Światu. 7-go września podeszli już bardzo blisko. Ja byłem dowódcą placówki Nowy Świat 21. Było nas tam około 20 i mieliśmy za zadanie bronić jej nie pozwalając Niemcom przejść na nieparzystą stronę Nowego Światu. Niemcy byli naprzeciwko nas, pod murem Nowy Świat 22. My byliśmy pod 21. Była tam lodziarnia, teraz jest kawiarenka - "Jedynka", skąd prowadziłem ostrzał naprzeciwko. Niemcy zabarykadowali się i też strzelali w naszym kierunku.
         Taka sytuacja trwała jakiś czas i Niemcy nie mogąc ruszyć się do przodu wezwali na pomoc Stukasy. W tym czasie nasza placówka była nieco cofnięta do drugiej bramy. Ja byłem wysunięty do przodu, poza obręb murów obserwując ruchy Niemców. W tym momencie nadleciały samoloty i zbombardowały nasze pozycje. Pod gruzami zginęli wszyscy moi serdeczni przyjaciele, jeszcze z gimnazjum i szkoły budowlanej. Zginęło ich tam kilkunastu. Ja zostałem ranny i kontuzjowany bo padające gruzy również mnie zasypały. Ponieważ byłem wysunięty nieco do przodu nadbiegający ratownicy zobaczyli koniec mojego buta wystający spod gruzów.
         Odgrzebano mnie i zaniesiono przez dawne kino "Coloseum" na ulicę Bracką. Kiedy koledzy wracali aby ratować następnych zasypanych znów nadleciały samoloty i zrzuciły bomby zapalające. Uniemożliwiło to dalszą akcję ratunkową. Nikogo już stamtąd więcej nie uratowano. Niemcy weszli na teren Nowy Świat 21 i sąsiedztwo. Przez następne dwa dni toczyły się ciężkie walki w "Coloseum". Tam między innymi został ciężko ranny dowódca batalionu rtm Henryk Leliwa Roycewicz, który wyskoczył zza zasłony zagrzewając żołnierzy do ataku, poległo wielu kolegów.
         Ja zostałem przetransportowany do punktu opatrunkowego na Brackiej (chyba pod 23). Dwa lub trzy dni byłem nieprzytomny. Potem przeniesiono mnie na drugą stronę Alej Jerozolimskich do szpitala na ul. Śniadeckich. Szpital był pod 17. Tam leżałem parę dni, a ponieważ mogłem się poruszać, przeniesiono mnie do budynku Koszykowa 54. Stąd chodziłem na opatrunki, a moje miejsce w szpitalu zostało zwolnione dla bardziej potrzebującego pomocy. Budynek, w którym przebywałem został później też zbombardowany. Nie zwalił się cały, tylko górne kondygnacje.
         19 września spotkałem w szpitalu dowódcę mojej kompanii Tadeusza Usarzewskiego ps. "Tadeusz", który kontuzjowany był tam na leczeniu. On wystawił mi przepustkę upoważniającą do przeprowadzenia wszystkich rekonwalescentów do oddziału. Z tą przepustką przeszliśmy z powrotem na drugą stronę Alei Sikorskiego.



Przepustka upoważniająca do przeprowadzenia rekonwalescentów

         W tym czasie działania niemieckie były już mniej intensywne. Praga została zajęta przez Armię Czerwoną. Wielkie desanty, które z dużymi stratami zostały przeprowadzone na Czerniakowie nie przyniosły żadnych efektów. Nad nami zaczęły latać radzieckie kukuruźniki, które zrzucały nam, oczywiście bez spadochronów, jakieś suchary, trochę broni i amunicji. Artyleria zza Wisły oraz sowieckie myśliwce sprawiły, że nalotów Sztukasów było niej. Gdyby nie te samoloty to mogli by nas wziąć najwyżej głodem. Niestety samoloty wygrały z nami. Nie mieliśmy żadnej broni, która była skuteczna w walce z nimi.



Kwit na wydanie kilku kubłów wody dla dowództwa

         18 września, kiedy byłem jeszcze po drugiej stronie Alej, był ten wielki amerykański zrzut, który zadziałał bardziej moralnie niż efektywnie. Ocenia się, że około 85% zasobników spadło po stronie niemieckiej. Dla nas to była jedynie demonstracja podnosząca na duchu. Potem walki już praktycznie ucichły, nie brałem udziału w żadnych konkretnych akcjach. Północne Śródmieście nie było zajęte przez Niemców, ich teren kończył się w zasadzie na Nowym Świecie.
         Kapitulacja była dla nas przykrym zaskoczeniem.



Odezwa Bora-Komorowskiego

         Ja już dochodziłem do siebie i przydzielono mnie do grupy oddziałów osłonowych. Ich zadaniem było przekazanie Niemcom części miasta, których oni nie zajęli. Niemcy uważali nas również za swojego rodzaju zabezpieczenie, że nie będzie żadnych niespodzianek na terenach' które są w naszych rękach. Mieliśmy również za zadnie udzielanie w razie potrzeby pomocy ludności cywilnej, która po kapitulacji opuszczała Warszawę. Wszystkich, którzy byli w oddziałach osłonowych Niemcy rejestrowali. Nasze legitymacje akowskie oraz opaski powstańcze stemplowali swoją pieczątką z "gapą".

    

Legitymacja AK z wbitą "gapą"

         Była to przepustka pozwalająca na poruszanie się. Nasze patrole chodziły normalnie z bronią, również po terenie zajętym przez Niemców. Ja dwukrotnie eskortowałem cywili na ul. Kopernika, którzy chcieli dostać się do swoich mieszkań.
         Chodząc wśród żołnierzy niemieckich z Wehrmachtu nie spotykaliśmy się z oznakami wrogości. Niemcy byli raczej pełni uznania, że tyle czasu stawialiśmy im opór. Zachowywali się wobec nas zupełnie przyzwoicie.

    

Oryginalna opaska powstańcza z numerem plutonu 166

         Niektórzy koniecznie chcieli dokonać transakcji polegającej na wymianie lub kupnie naszej broni. Jeden z Niemców zaproponował mi złotego Schafhausena (markowy zegarek) za moją Błyskawicę, inny chciał się zamienić z kolegą oferując nowiutkiego Schmeisera za jego Stena. W obu przypadkach nie skorzystaliśmy z okazji.
         Charakterystyczne było, że nie spotkaliśmy ani SS-manów ani żołnierzy z ROA. Tych pierwszych, pochodzących z elitarnej jednostki SS Hermann Goering, wycofano prawdopodobnie na front, gdzie byli w tym momencie bardziej potrzebni.
         Były dwie kompanie osłonowe. Jedna D, około 100 ludzi z batalionu "Kiliński" i druga kompania C, złożona z około 70 żołnierzy z kompanii "Kedyw Kolegium C". Ludność cywilna i kapitulujący powstańcy opuścili Warszawę do 5 października. My pozostaliśmy w mieście do 9 października.
         9 października opuściliśmy Warszawę tą samą drogą co oddziały ze Śródmieścia. Na placu przed Politechniką złożyliśmy broń. Jak zwykle była ona niekompletna lub uszkodzona. Ze względu na honorowe warunki kapitulacji jako ostatni oddział wychodzący z Warszawy mieliśmy możliwość wyjścia z naszą flagą narodową i z białą bronią. W naszej kompanii było 10 z białą bronią. Kolega miał szablę, inni mieli kordziki, bagnety. Na czele oddziału maszerował poczet sztandarowy z flagą, potem grupa z białą bronią, potem reszta kompanii.


Zbigniew Dębski


      Zbigniew Dębski
ur. 29.11.1922 r. w Łasinie
ppor. Armii Krajowej ps. "Zbych-Prawdzic"
dowódca 7 drużyny 3 kompanii "Szare Szeregi-Junior"
batalion AK "Kiliński"
nr jen. 298383





Copyright © 2008 Maciej Janaszek-Seydlitz. Wszelkie prawa zastrzeżone.